Mimo, że jest piątkowe popołudnie, to nie mam ochoty wychodzić z pracy. Dlaczego? Bo wiem, co mnie czeka w drodze do domu. Na dziś w Warszawie zapowiedzieli się związkowcy (gratuluję, bo ja nie mam czasu, żeby protestować) oraz, jak w każdy ostatni piątek miesiąca “ekolodzy-cykliści”. W tym drugim przypadku chodzi o comiesięczną inicjatywę “Masa Krytyczna”. W skrócie chodzi o to, żeby przekonać kierowców do ekologicznych sposobów poruszania się po mieście. Akcja polega na tym, że rowerzyści blokują ruch w centrum Warszawy. Wymierne efekty?
1. Korki
2. Nienawiść kierowców względem rowerzystów
3. Potężny wzrost emisji szkodliwych substancji, bo auta zanieczyszczają  środowisko najbardziej, kiedy jadą w trybie “stop&go”. Zamiast opuścić miasto w ciągu 20 minut, auta godzinami tkwią w centrum dymiąc wprost na rowerzystów, którzy “dla zdrowia” przesiedli się na rowery.
Rowerzystom gratulujemy!

Zresztą podobną pomysłowością wykazują się władze Warszawy, które od pewnego czasu realizują strategię polegającą na tym, żeby ograniczać przepustowość warszawskich arterii po to, żeby kierowcy przesiedli się do komunikacji zbiorowej.
Tęsknię za czasami warszawskiej prezydentury Pawła Piskorskiego, po której został przynajmniej jeden przyzwoity most, zaczątek warszawskiej obwodnicy i wspomnienia o tym, że nie wszystkie władze Warszawy godziły się na bezsensowne demonstracje służące głównie uprzykrzaniu życia mieszkańców.