Popsuł mi się mój ulubiony samochód. Można się tego było spodziewać, w końcu auto jest pełnoletnie, a jego przebieg jest mniej więcej taki, jakby dziesięć razy okrążyło kulę ziemską. Zresztą usterka nie jestr szczególnie poważna, ani nietypowa – przepaliła się uszczelka pod głowicą. Mimo to, wraz z samochodem popsuł mi się humor – legendarnie solidne stare Volvo 240 nie powinno odmawiać posłuszeństwa nigdy. W końcu to nie jakiś nowoczesny, naszpikowany chińską elektroniką złom…
Zły humor nie utrzymał się długo. A to dzięki naszemu niekucającemu na robocie szefowi działu testów (zajrzyjcie też do niego: http://borkowski.motogrono.pl), który na czas naprawy mojego bolidu wyposażył mnie w Mazdę MX5. Mnie, dużego faceta (186 cm wzrostu, 110 kg wagi) wsadził w małe, kobiece czerwone autko. Pomyłka? Ależ skąd! Od razu przyznaję – to nie było moje pierwsze spotkanie z roadsterem Mazdy. Wcześniej, parę lat temu, miałem okazję pojeździć poprzednimi wersjami tego auta i już wtedy złapałem bakcyla. To jedno z niewielu aut, w których już od pierwszych metrów czuję się tak, jakby były stworzone specjalnie z myślą o mnie. Wszystko jest tam gdzie być powinno (z wyjątkiem dźwigni otwierającej wlew do baku i przycisków do ustawiania lusterek) i co ważniejsze, auto jeździ rewelacyjnie. Nie jest może demonem prędkości – 160 KM mechanicznych budzi się z hałasem do życia dopiero przy wysokich obrotach, ale za to niewiele jest aut tak łatwych do wyczucia w ostro pokonywanych zakrętach.  Oczywiście pod warunkiem, że ktoś, tak jak ja, gustuje w autach z tylnym napędem. To nie Honda s 2000, która w niebezpiecznej sytuacji zrobi wszystko, żebyś przeżył “adrenalinowego kopa” i zamiast pomóc, jeszcze cię pogrąży. Mazda się słucha!
Wiem już na pewno, że chcę takie auto mieć. To   idealne uzupełnienie mojego Volva – ma wszystko, czego  poczciwy stary Szwed nie może mi zaoferować. Za to Volvo ma wszystko to, czego w Maździe brakuje. Łączy je jedno – solidność! Jak na zabawkę, MX5 jest zbudowana zadziwiająco porządnie. Może się skuszę na jakiś używany egzemplarz, bo poprzednie generacje tego modelu są co najmniej równie fajne, a a przy tym oczywiście tańsze. To nie znaczy, że Mazda MX5 jest droga. Kosztuje ok. 85 tys. zł. Inne roadstery sprawiające prównywalą frajdę są dwa razy droższe.