Mały, tani, dynamiczny

Od dwóch dni jeżdżę małym, tanim autkiem – Peugeotem 107 Irmscher. I co?  Podoba mi się! Ale nie z wyglądu, bo sygnowana przez renomowanego niemieckiego tunera wersja prezentuje się raczej średnio – podobne popisy stylistyczne widać czasem na Fiatach Seicento Sporting, tudzież na maluchach.  Podoba mi się to, jak to autko jeździ. Okazuje się, że malutki, trzycylindrowy, litrowy silnik Peugeota (a właściwie Toyoty, bo to konstrukcja tej właśnie firmy) wystarczy, żeby auto miało naprawdę niezły temperament. Na jedynce można się spokojnie rozpędzać do ponad 50 km/h, dwójka kończy się wyraźnie powyżej 100 km/h, na trójce można spokojnie podróżować po autostradzie. Przy tak zestopniowanej skrzyni, ruszając z pod świateł nie trzeba mieć kompleksów. 68 KM i sportowe doznania? O dziwo tak! Do tego zawieszenie i układ kierowniczy jak w gokarcie – świetne autko do zabawy.

Peugeot 107. Zużycie paliwa? Jakie zużycie?

Najlepsze jest to, że nawet po ostrej jeździe człowiek nie ma wyrzutów sumienia na stacji benzynowej. Jeśli ktoś twierdzi, że to auto pali mu średnio powyżej 6,5 l to znaczy, że “w ciemno” można mu odebrać prawo jazdy – jeżdżąc zgodnie z przepisami można spalić znacznie mniej. W trasie, jadąc tyle, “co na znakach” można osiągnąć wyniki z czwórką na początku. Po co komu jakiś Prius? Po co komu diesel? Oszczędzanie może być przyjemne!

Taniość, widzę taniość. Taniość widzę.

A teraz łyżka dziegciu. Na silnikach Astonów Martinów czy Mercedesów AMG znaleźć można tabliczki z podpisem inżyniera lub technika, który było dpowiedzialny za złożenie tego konkretnego egzemplarza. Na Peugeocie 107 też powinna być tabliczka, ale z podpisem księgowego, który ciął koszty przy produkcji. Auto jest  wykonane starannie i dokładnie, ale plastiki we wnętrzu wyglądają tak, jakby jeszcze niedawno były kubkami po jogurcie. Tam, gdzie można było z czegoś zrezygnować, rezygnowano. Na szczęście z Peugeotem 107 jest tak, jak z meblami ze sklepów Ikea. Jest tani, ale mimo to wygodny i funkcjonalny. Taniość Peugeota jest zupełnie inna, niż taniość Taty Indiki. W jednym zrezygnowano, ze wszystkiego co zbędne, za to w drugim, wszystko niby jest, ale byle jakie. Tu, za podobne pieniądze dostajemy samochód, który wprawdzie na papierze jest nieco skromniejszy, ale za to w rzeczywistości o niebo sympatyczniejszy. To nie Tata, tu oszczędzanie nie wiąże się z “obciachem”.

Optymistyczny akcent na koniec: Peugeot 107  (w przeciwieństwie do modelu 307) nie ma ani skłonności do notorycznego  przepalania żarówek, ani do efektownych samozapłonów. Drodzy inżynierowie Peugeota, a może by tak większe modele też produkować wspólnie z Toyotą?